ECHA TYGODNIA: ALKOMAT PRAWDĘ CI POWIE?

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Jestem świadomym kierowcą. Zdaję sobie doskonale sprawę z zagrożeń wynikających z jazdy po spożyciu alkoholu. Miałem okazję doświadczyć „jazdy” na symulatorze.

Zapewniam – robi wrażenie! I dlatego na wstępie: uważam, że takie doświadczenie powinien przeżyć każdy. Obowiązkowo, już na kursie prawa jazdy.


Zobacz także:
NASZYM ZDANIEM


Przechodząc do rzeczy. Posiadam w domu dwa alkomaty. Pierwszy dostałem w prezencie. Żeby nie spędzić czasu w prokuraturze – wyjaśniam, że jego wartość nie powodowała konieczności zapłacenia podatku: jest to typowy tester. Na jednym z licznych seminariów na temat bezpieczeństwa podarowała mi go firma Renault. Było to dość dawno.

Drugi nabyłem drogą kupna. Jest bardziej „wypasiony”, nowocześniejszy. Oba są na baterie, ale podłączyć je można także do zapalniczki samochodowej. Albo do zasilacza 220 V w domu.

Testowałem oba. Na sobie i na innych. Choćby po to, aby poznać granicę. Przede wszystkim własną. Ale także, aby stwierdzić, że po spożyciu jednakowej ilości alkoholu u dwóch osób różnica we wskazaniach jest ogromna. Potrafi sięgać nawet 0,5 – 0,8 promila!

Rządowy pomysł nakazujący posiadanie alkomatu w samochodzie spowodował, że postanowiłem zrobić inny test. Po wczorajszej imprezie karnawałowej sprawdziłem, siedząc wygodnie w domowym fotelu, wskazania oby alkomatów czy testerów.

I co się okazało? Zamiast wynik być identyczny – różnica wyniosła aż 0,3 promila…

Wszyscy wiemy, że każde urządzenie musi być skalowane i legalizowane. Bo z czasem się rozkalibrowuje. Wyniki stają się nierzetelne.

Przed spisaniem stosownej ustawy na temat obowiązkowego wożenia testerów należy dokładnie przemyśleć sprawę. Bo dużo bardziej niebezpieczne jest dopuszczenie do sytuacji, że ktoś zaufa wskazanym, ale nieprawdziwym wynikom urządzenia. Zamiast 0,0 okaże się, że w rzeczywistości przekracza normę.

Ja już wiem, że muszę być ostrożny. Że na wszelki wypadek – tak jak to zrobiły tysiące ludzi podczas świąt – mimo wskazania na moim urządzeniu, że jestem „czysty”, warto udać się na komendę policji i zbadać się na profesjonalnym sprzęcie.

I spowodować, że alkomat byłby w każdej z komend. Bo w tej, najbliższej mego miejsca zamieszkania nie ma. Muszę jechać 4 kilometry do komendy powiatowej. Czym – samochodem?

Wierzę, że jeśli opadną emocje, na spokojnie uda się znaleźć rozsądne rozwiązanie. Jest pewne, że najważniejsza jest edukacja, zmiana podejścia do tematu. Stosowne kampanie – choćby ukazujące rozsądek osób, którzy nie krępowali się pójść na policję i zbadać przed wyruszeniem w trasę swojego stanu.

To nie wstyd! Wręcz odwrotnie! To mądrość!

ANDRZEJ KARACZUN