ECHA TYGODNIA: DAKAROWY SUKCES I PECH MISTRZA

RD 14

Tematami ostatnich dni w motoryzacji był trwający wciąż salon samochodowy w Detroit oraz sportowe występy Polaków. Z dużymi sukcesami, nie tylko zresztą w Rajdzie Dakar.

Salon w Detroit ma swój wymiar, mimo, że miasto – niegdyś kolebka, serce przemysłu samochodowego – jest dziś bankrutem, wstydliwym wrzodem na dumie zadufanych w sobie Amerykanów.


Zobacz także:
NASZYM ZDANIEM


Salon w Detroit, obywający się w miesiąc po targach Auto Show w Los Angeles, jak się okazało ma jednak znaczenie nie tylko dla lokalnego rynku. Japońscy producenci pokazali sporo nowości, marki premium z Europy, czyli szczególnie Audi, BMW i Mercedes, skoncentrowali się nie tylko na pojazdach, ale i technologiach przyszłości. Wystawa potrwa jeszcze kilka dni, więc do niej powrócimy…

Rajd Dakar jest niewątpliwie najtrudniejszą cykliczna imprezą w sporcie samochodowym na świecie. Kiedyś jeżdżono z Paryża do stolicy Senegalu. Przez Saharę i bezdroża Afryki zaczęli w pewnym momencie jeździć Polacy. Jacek Czachor i Marek Dąbrowski przecierali na motocyklach szlaki dla innych. Walczyli, zdobywali doświadczenie, awansowali. Wreszcie nawet do pierwszej „dziesiątki”.

Potem przyszedł czas na samochody. Najpierw ciężarowe: nasze rodzime Stary i Jelcze próbowały zmierzyć się z wyzwaniami. Nie udało się nawet dorównać czeskim Tatrom czy rosyjskim Kamazom. Wreszcie Krzysztof Hołowczyc, Mistrz Europy w rajdach ogłosił dumnie: jadę by wygrać! Już po pierwszym dniu było wiadomo, że nie tylko nie zwycięży, ale nie ma nawet szans na czołówkę. Zbierane cięgi szybko przestały być szokiem: rzeczywistość przerosła wszystkie jego oczekiwania…

Wreszcie rajd przeniósł się do Ameryki Południowej. Ze względów bezpieczeństwa – organizatorzy nie byli w stanie zagwarantować go w Afryce. Nie odbyła się jedna edycja, potem zawodnicy znów ruszyli do walki: W Argentynie, Chile, Boliwii. Znów po bezdrożach, pustyniach, górach. Znów walczyć nie tylko z rywalami, ale samymi sobą, w warunkach najgorszych z możliwych.

Rajd Dakar to magia. I ekstrema. Jak wspinaczka na szczyty, samotne żeglowanie przez oceany. Narażanie życia. Ofiary – kolejne nazwiska wpisywane do czarnej księgi. Ileż to osób wypowiedziało wczoraj głośno lub w skrytości na mecie słowa: nigdy więcej! Ale tylko po to, aby za chwilę, gdy dojdą nieco do siebie zacząć myśleć o przyszłym roku… Znany czeski kierowca Karel Loprais, który zadebiutował w zawodach w 1986 roku w Tatrze – gdy go spotkałem na początku wieku na Saharze – opowiadał, że spędza na pustyni przynajmniej pół roku, aby jak najlepiej przygotować się do kolejnego startu. Każdy szuka innej drogi przygotowań, dopasowuje je do swoich możliwości, ale cel jest jeden – w styczniu znów stanąć na starcie… Gdy Adam Małysz obwiesił, że rzuca skoki i zostaje rajdowcem w terenie – pukano się w głowę. Dziś nikt się już nie śmieje.

Tegoroczny Dakar był w pełni „polskim”. Na mecie zabrakło jednego samochodu i jednej ciężarówki. Reszta z dużymi sukcesami dotarła do mety. Rafał Sonik został moralnym zwycięzcą kategorii quadów, Jakub Przygoński zajął najwyższą pozycję w karierze, Krzysztof Hołowczyc mimo fatalnego początku był w ścisłej czołówce, rewelacyjny wynik odnotowali debiutanci w samochodzie Marek Dąbrowski z Jackiem Czachorem czy Martin Kaczmarski. Pechowcami okazali się Adam Małysz i Rafał Marton, ale przecież jeszcze niedawno trzynaste miejsce polskiej załogi okrzyczane by było w naszym kraju wielkim wydarzeniem…

Rajd Dakar dał naszemu sportowi niewyobrażalnie dużo! Nie chodzi tu tylko o wymiar sportowy, światowy rozgłos. Ale przede wszystkim o tak ważny element jak integracja. Mamy narodowy zespół z kapitanem Rafałem Sonikiem, pod patronatem Polskiego Związku Motorowego. Mamy silnych sponsorów. I co jest też ewenementem – współpracujących ze sobą. PKN Orlen i Lotto wspólnie patronowali telewizyjnym relacjom. Zawodnicy – rywale na trasie – stali się jedną rodziną. Tylko brać przykład!

W sportach ekstremalnych mamy wielkiego mistrza także w innej dziedzinie motocyklowej. Tadek Błażusiak, zwyciężył w trzeciej eliminacji Mistrzostw Świata FIM SuperEnduro rozegranej w Belo Horizonte w Brazylii. Mistrz Świata zmierza po kolejny tytuł – jest liderem rozgrywek!

I wreszcie Rajd Monte Carlo. Najstarsza z cyklicznych imprez w sporcie samochodowym. I Robert Kubica z Maćkiem Szczepaniakiem na trasie w Fordzie Fiesta RS WRC. I zwycięstwa na dwóch pierwszych odcinkach specjalnych, które zszokowały środowisko. Zakończyło się pechowo, równie dobrze mogła być jedynie obcierka o balustradę mostka, a nie centralne w niego uderzenie. A wtedy szansa na podium byłaby wielka. Robert potrafił nawiązać walkę z Mistrzem Świata, Sebastienem Ogierem. Potwierdził swój ogromny talent, ale też i determinację. Mimo, że nie dojechał jesteśmy wszyscy z niego postawy dumni. No może prawie wszyscy. Jest bowiem Aleksander Pociej. Prawnik. Senator.

Każdy ma prawo do własnego zdania, szanujmy to. Ale szlachetna idea olimpizmu stanowi od zawsze: wara politykom od sportu!

ANDRZEJ KARACZUN